poniedziałek, 19 października 2009

FR - Stranger Than Kindness / Here Before





Fever Ray - im dłużej jej słucham, tym bardziej ją kocham. Ją, ich, w sumie ciężko tak naprawdę stwierdzić. Pierwszy album, "solowy" projekt członkini fenomenalnego The Knife, jest czymś absolutnie doskonałym. Od samego początku do samego końca, ostatnich nut, opowiada historię tak zajmującą, iż przestajemy oddychać i czujemy, że znajdujemy się gdzieś w kompletnie innym, magicznym świecie. Być może faktycznie, jest tam o wiele więcej mroku, niż w projektach duetu - jednak jest to mrok, który nie budzi w nas niepokoju. Wprowadza w trans, sprawia, że zamykamy oczy i czujemy się absolutnie lekko.
Przed chwilą dosłownie przesłuchałam świeżą epkę, i nie mogę przestać... addicted already. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że zaraz obok Radiohead to właśnie Fever Ray dzierży palmę najulubieńszego zespołu (...wtf? niech żyje język polski), i strasznie, ale to STRASZNIE żałuję, że nie pojechałam na koncert do Katowic.
Żeby nie być wulgarną: cholera jasna. Ale i tak każdy wie, co miałam na myśli.

ślę pozdrowienia z całym impaktem wzruszeń, który właśnie mną wstrząsa
A.

czwartek, 8 października 2009

Newsom-srewsom, czyli nie wszystkie opinie muszą być przychylne.

Dawno, oj dawno, nie zaglądałam tu - z braku czasu, chęci, sama nie wiem. Jedno jest pewne - nie byłam zbytnio zajęta rozglądaniem się w muzycznej szafie. Ostatnie miesiące obfitowały bardziej w życie nie-wirtualne, się jeździło tu i tam, poznawało trochę ludzi, zaczynało układać nowe życie w nieznanym sobie mieście. Między innymi, jako zagorzała fanka - tak, mogę to powiedzieć z czystym sumieniem - wybrałam się w sierpniu do Poznania, wtedy: Mekki wyznawców Radiogłowych. Nie będę pisać, że było zajebiście, bo było, i tyle w temacie. Po prostu orgazm.


Wczoraj, chyba tak - weszłam w posiadanie płyty dość specyficznej artystki, nota bene mojej imienniczki - Joanny Newsom. Last mówi, że gra na harfie, od tego się zaczęło. Fakt, od pierwszych chwil słuchania albumu The Milk-Eyed Mender słychać wyraźnie plumkanie tegoż instrumentu. Ale wokal, na pierwszy 'rzut ucha' jest dość rażący. Piskliwe, rozkapryszone dziecko, któremu została zabrana zabawka. W dodatku ulubiona. Momentami miauczący, zmieniający poziomy natężenia i wysokość z prędkością światła. Moje nerwy słuchowe nie nadążają przetwarzać jednej nuty, a już muszą uporać się z trzema kolejnymi... Nie wiem, jak można to inaczej opisać.
Melodie są śliczne, spokojne, kojące... Ale niestety, panna Newsom powinna ograniczyć swój warsztat artystyczny i poprzestać na graniu na harfie. To jej wychodzi naprawdę ładnie. Śpiewanie niech zostawi komuś, kto jest w tym po prostu lepszy.
Wyjątkowo, nie polecam. Ale, spróbujcie sami.

Pozdrawiam, ze swojego przytulnego, warszawskiego m3
A.