niedziela, 28 września 2008

Kasia i Wojtek

Kasię i Wojtka przedstawiła mi koleżanka. Rad byłem niezwykle z nowej znajomości i począłem ją intensywnie rozwijać.

Nigdy jakoś nie szalałem za szeroko pojętą polską muzyką rockową. Gdzieś tam się wala Ostateczny Krach Systemu Korporacji, który dostałem dawno temu od taty. Byłem nawet, stosunkowo niedawno, na koncercie Kultu, ale nie szaleję za graniem znad Wisły. Tu jakieś TSA, Perfect i kilka innych rupieci, tam Totentanz, Hunter, od biedy Coma czy jeszcze coś innego. Jak mawiam "nie moja bajka". Stąd też, zespół tworzony w dużej mierze przez (byłego?) gitarzystę Kultu nie powinien mnie jakoś szczególnie interesować. Stało się inaczej, głos i teksty Kasi Sobczyk mnie oczarowały. To miła odskocznia od tego co wypocić potrafi Coma, Hunter i inne takie tam zespoły, które chociaż jakiś poziom mają i cenię je sobie bardzo, to lirykami trafiają góra do gorących 14sto latek. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że rozrzut kapel, jakie tu wymieniłem jest dość duży i trudno je stawiać obok siebie, ale nie o tym rzecz.

Ciemny, niski i bardzo charyzmatyczny głos Kasi przyciąga. Od pierwszej chwili. Jej wokal potrafi być skrzeczący i zadziorny, ale gdy trzeba, spokojny i ciepły.W kilku utworach udziela się też Kazik Stazewski. Płytę niestety wydało towarzystwo dotąd tylko jedną, tożsamą z nazwą zespołu, w dodatku nie cieszącą się jakąś specjalną popularnością. Naprawdę szkoda. Całość wpada dobrze w ucho, jest bogata i różnorodna. Instrumentalnie z pazurem, ciekawie, chociaż może niespecjalnie oryginalnie.

Klimat płyty najprościej określić jako "luźny i radosny". Już otwieracz wprawia słuchacza w wyjątkowy nastrój, a na płycie słychać, że muzycy przy nagrywaniu bawili się wręcz wybornie.

Jak zwykle, coś na zachętę:


piątek, 26 września 2008

Projekcja Astralna

Droga, która doprowadziła mnie do Astral Projection była trochę przypadkowa. Można powiedzieć, że skręciłem nie w tę uliczkę co trzeba, ale to, co znalazłem na jej końcu, było czymś zupełnie nowym i zaskakującym.

Ktoś, gdzieś, kiedyś polecił mi a Astral Projection. Było to już jakiś czas temu, toteż pierwsze skojarzenie jakie mi się nasunęło to „zwyczajne upcyś-dupcyś”. Nagrania poszły w odstawkę i długo do nich nie wracałem. Któregoś dnia, postanowiłem dać jednak tej muzyce jeszcze jedną szansę. Włączyłem ostatni, wyjątkowo utwór Still Dreaming (Anything Can Happen) z Trust In Trance. Raz, drugi, trzeci, piąty... Potem cała płyta. Zatrybiło. Zaczęła się moja przygoda z Psychodelic Trance.

Zacząłem chłonąć kolejne albumy, kompilacje, zespoły. Jedyne w swoim rodzaju Juno Reactor, Infected Mushroom, Bliss, Hallucinogen, Vibrasphere... Jednak tylko w Astral Projection odnajduję „to coś”. Po prostu. Przy czym moje zgłębianie gatunku skończyło się równie szybko, jak się zaczęło i okazyjnie poznaję coś nowego, to Astral Projection zajmuje po dziś dzień wyjątkowe miejsce. Może dlatego, że było „pierwsze”, tak jak kiedyś Delerium, gdy poznawałem chillout/ambient. Nie wiem. Zawsze do niego wracam. Niezależnie od nastroju, zawsze odnajduję coś, co mi akurat będzie w tej muzyce odpowiadać. Niepowtarzalny klimat, energiczny, wprowadzający w trans bit, przestrzeń.

Nie będę się silił na recenzowanie czy porównywanie. To schematyczne, uogólniające. Astral Projection, chociaż może odrzucać szczególnie osoby nieobyte z cięższymi gatunkami muzyki elektronicznej, zasługuje na poznanie.

Na zachętę:

środa, 24 września 2008

Muzyczny blog...

Muzycznych pasjonatów, prowadzony w luźnej, nieskrępowanej formie. Z dala od wydumanych, patetycznych recenzji, ale nie z dala od emocji. Bez silenia się na obiektywizm. Trochę nowości, trochę staroci. Po prostu o tym, o czym mamy ochotę napisać.