Kasię i Wojtka przedstawiła mi koleżanka. Rad byłem niezwykle z nowej znajomości i począłem ją intensywnie rozwijać.
Nigdy jakoś nie szalałem za szeroko pojętą polską muzyką rockową. Gdzieś tam się wala Ostateczny Krach Systemu Korporacji, który dostałem dawno temu od taty. Byłem nawet, stosunkowo niedawno, na koncercie Kultu, ale nie szaleję za graniem znad Wisły. Tu jakieś TSA, Perfect i kilka innych rupieci, tam Totentanz, Hunter, od biedy Coma czy jeszcze coś innego. Jak mawiam "nie moja bajka". Stąd też, zespół tworzony w dużej mierze przez (byłego?) gitarzystę Kultu nie powinien mnie jakoś szczególnie interesować. Stało się inaczej, głos i teksty Kasi Sobczyk mnie oczarowały. To miła odskocznia od tego co wypocić potrafi Coma, Hunter i inne takie tam zespoły, które chociaż jakiś poziom mają i cenię je sobie bardzo, to lirykami trafiają góra do gorących 14sto latek. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że rozrzut kapel, jakie tu wymieniłem jest dość duży i trudno je stawiać obok siebie, ale nie o tym rzecz.
Ciemny, niski i bardzo charyzmatyczny głos Kasi przyciąga. Od pierwszej chwili. Jej wokal potrafi być skrzeczący i zadziorny, ale gdy trzeba, spokojny i ciepły.W kilku utworach udziela się też Kazik Stazewski. Płytę niestety wydało towarzystwo dotąd tylko jedną, tożsamą z nazwą zespołu, w dodatku nie cieszącą się jakąś specjalną popularnością. Naprawdę szkoda. Całość wpada dobrze w ucho, jest bogata i różnorodna. Instrumentalnie z pazurem, ciekawie, chociaż może niespecjalnie oryginalnie.
Klimat płyty najprościej określić jako "luźny i radosny". Już otwieracz wprawia słuchacza w wyjątkowy nastrój, a na płycie słychać, że muzycy przy nagrywaniu bawili się wręcz wybornie.
Nigdy jakoś nie szalałem za szeroko pojętą polską muzyką rockową. Gdzieś tam się wala Ostateczny Krach Systemu Korporacji, który dostałem dawno temu od taty. Byłem nawet, stosunkowo niedawno, na koncercie Kultu, ale nie szaleję za graniem znad Wisły. Tu jakieś TSA, Perfect i kilka innych rupieci, tam Totentanz, Hunter, od biedy Coma czy jeszcze coś innego. Jak mawiam "nie moja bajka". Stąd też, zespół tworzony w dużej mierze przez (byłego?) gitarzystę Kultu nie powinien mnie jakoś szczególnie interesować. Stało się inaczej, głos i teksty Kasi Sobczyk mnie oczarowały. To miła odskocznia od tego co wypocić potrafi Coma, Hunter i inne takie tam zespoły, które chociaż jakiś poziom mają i cenię je sobie bardzo, to lirykami trafiają góra do gorących 14sto latek. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że rozrzut kapel, jakie tu wymieniłem jest dość duży i trudno je stawiać obok siebie, ale nie o tym rzecz.
Ciemny, niski i bardzo charyzmatyczny głos Kasi przyciąga. Od pierwszej chwili. Jej wokal potrafi być skrzeczący i zadziorny, ale gdy trzeba, spokojny i ciepły.W kilku utworach udziela się też Kazik Stazewski. Płytę niestety wydało towarzystwo dotąd tylko jedną, tożsamą z nazwą zespołu, w dodatku nie cieszącą się jakąś specjalną popularnością. Naprawdę szkoda. Całość wpada dobrze w ucho, jest bogata i różnorodna. Instrumentalnie z pazurem, ciekawie, chociaż może niespecjalnie oryginalnie.
Klimat płyty najprościej określić jako "luźny i radosny". Już otwieracz wprawia słuchacza w wyjątkowy nastrój, a na płycie słychać, że muzycy przy nagrywaniu bawili się wręcz wybornie.
Jak zwykle, coś na zachętę:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz