sobota, 30 maja 2009

'co by było, gdyby...

... Elvis żył i zaśpiewał "Umbrella"?'

Teraz każdy z nas może się przekonać.
Tak, właśnie - najlepsze przychodzi, kiedy wcale się tego nie spodziewasz. W czasach, gdy na topie jest muzyka syntetyczna, elektro, ewentualnie indie-emo brzdąkanie na gitarkach, festiwale i cały ten szit - tym większe Twoje zdziwienie, gdy usłyszysz rockabilly i męskie trio wokalne, z głosem prowadzącym łudząco przypominającym wielkiego Presley'a. W dodatku, coverują oni znane utwory, które przeciętny obywatel RP, słuchający losowo wybranej, komercyjnej rozgłośni radiowej, w drodze do pracy tudzież z niej powracając, słyszy i mimo woli nuci pod nosem. W sumie, to bardzo sprytne - przerobić coś, co wszyscy i tak znają i kochają, w dodatku przerobić w takim stylu, który też wszystkim dobrze się kojarzy... To nie jest kwestia talentu, a pomyślunku i rozkminienia potrzeb konsumenta, czy coś. Wielkie brawa dla aranżera, ma koleś łeb na karku. Tak samo, wielkie brawa dla chłopaków, że nie boją się brać za stary dobry rock and roll, i tak odważnie z nim eksperymentować.
Cała płyta "Strike!" jest - może nie genialna, ale naprawdę bardzo, bardzo przyjemna. Jednym z moich ulubionych kawałków jest 'Angels', w oryginale smętna, łzawa piosenka R.Williamsa, a tu? Przesłuchajcie sami, przekonacie się :)
Polecam, jak wszystko.


Brak komentarzy: